Polecamy uwadze parówkę wyborczą Andrzeja Dudy: dodatek solidarnościowy dla nielicznych

nie dla tych, którzy znaleźli się w najtrudniejszej sytuacji

link: www.dodateksolidarnosciowy.pl

 

Nowe stare wybory?

 

Jak to możliwe, że osoby mające stanowić prawo wprost z tego prawa drwią?

Co to za zasada, że jedni kandydaci na prezydenta mają zbierać podpisy, a inni je sobie „przepiszą” ze starych wyborów?

Po co nam prezydent, który miałby zostać wybrany w taki sposób? Kto miałby mu w Europie i na świecie podawać rękę, przecież będzie jawny ostracyzm wobec tak wybranego prezydenta, poza tym zarówno w kraju jaki i w UE będą miały miejsce postępowania prawne mające przywrócić demokratyczny wybór głowy państwa. To jest scenariusz na piękną wielkoskalową porażkę Polski. Głupota, sabotaż czy chęć utrzymania władzy?

Przeanalizujmy dokładnie co Sejm ustanowił

Nowy kandydat będzie musiał zebrać podpisy w czasie pandemii koronawirusa, a „starzy kandydaci” przepiszą sobie podpisy ze starych wyborów. Po pierwsze, wiadomo, że podczas koronawirusa trudniej jest zebrać podpisy niż w sytuacji gdy pandemii nie było. Zatem okres zbierania podpisów musi być odpowiednio dłuższy w tych wyborach niż w tych sprzed pandemii.

To że jedni kandydaci muszą zbierać podpisy, a inni nic nie muszą robić to jawna dyskryminacja. Jeśli już Sejm miałby kogokolwiek „dyskryminować” w nowych wyborach to właśnie wcześniejszych kandydatów, którzy przełożą sobie wypracowane wcześniej poparcie ze starej kampanii na nowe wybory. Obcięcie funduszy wyborczych na starych kandydatów np. o połowę względem nowych miałoby uzasadnienie, czy zmniejszony dostęp do mediów publicznych w darmowym czasie wyborczym gdyz te osoby już z takiego czasu korzystały. Sejm natomiast robi coś odwrotnego – preferuje starych kandydatów.

Chyba nawet Łukaszenko nie zaproponowałby takiej atrapy wyborów na prezydenta jak zrobił to polski Sejm. Być może twórcy tej prawnej kompromitacji chcą nadać nowym wyborom taki kształt by można było wykorzystać ...stare karty do głosowania. Powiedzieć paranoja to nic nie powiedzieć.

Problemem nie jest czy kandydat (na kandydata, bo jeszcze wyborów nie zarządzono) Rafał Trzaskowski zbierze podpisy w krótkim czasie gdyż jest rozpoznawalny, problemem jest pozbawienie biernego prawa wyborczego innym mniej znanym kandydatom, którzy chcieliby startować, a są dyskryminowani krótkim okresem zbierania podpisów uniemożliwiającym start w wyborach. Wybory muszą być równe – oczywistą oczywistością jest, że każdy kandydat musi mieć taki sam czas na zebranie podpisów w tych samych okolicznościach (koronawirus), do tego okres musi być taki by dawał szanse na zebranie podpisów także mniej znanym osobom chcącym startować w wyborach.

 

Aktualizacja do artykułu poniżej. Stan na dzień 18 maja 2020 r.


 
Słowacja Czechy Litwa Polska
Ludność 5 450 000 10 650 000 2 794 000 37 970 000
Zarażeni 1 495 8 586 1 547 18 885

 

 

 

 

 
Ofiary śmiertelne 28 297 59 936
Śmiertelność zarażonych 1,87% 3,46% 3,81% 4,96%

 


Minister Szumowski apeluje

do ministra Szumowskiego...

Więcej testów

 

Kto by to wymyślił? Do resortu w końcu dotarła wiadomość, że liczba testów przekłada się na jakość walki z koronawirusem. Wcześniej, jak pamiętamy, minister Łukasz Szumowski dostosowywał liczbę testów do liczby zarażonych i do fazy epidemii…

Teraz minister pokazuje, że chce więcej testów, że testy są ale gdzieś na dołach w służbie zdrowia nie wykonują ich tyle ile by można było wykonywać. To ciekawa koncepcja zarządzania epidemią przez rząd. Może potrzebny jest nowy resort zdrowia do koordynacji działań? Proponujemy Ministerstwo Praktyki Zdrowotnej.

Poniżej link do artykułu na wp.pl:

https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-w-polsce-lukasz-szumowski-testy-testy-wiecej-testow-6506772869621889a

 

Jak Łukasz Szumowski dane prezentował...

Źródło: wobec.pl

 

 

 


 

 


 

Polacy wygrywają walkę z koronawirusem

wbrew fatalnym poczynaniom rządu


 

Sąsiedzi Polski z byłego bloku wschodniego

Polacy, jak i inne kraje byłego bloku wschodniego, wyróżniają się na tle Europy Zachodniej względnie łagodnym przebiegiem pandemii SARS-CoV-2. Powodów takiego stanu jest kilka. Kluczowym czynnikiem być może okaże się, że to powszechne szczepienia przeciw grypie (BCG) odegrały najważniejszą rolę – na razie to jednak przypuszczenie. W Europie zachodniej: Włoszech, Hiszpanii, Francji czy Niemczech te szczepienia nie były tak powszechne, często nieobowiązkowe.

 

Czynnikiem innej natury może być względne zacofanie w mobilności krajów byłego bloku wschodniego w stosunku do Europy Zachodniej – co najlepiej ilustruje liczba lotów przypadających na jednego mieszkańca. Uratować nas mogło, że nasza chata z kraja.

Inny czynnik, to że społeczeństwa środkowej Europy okazały się bardziej karne w stosunku do tych na zachodzie Europy – co może mieć swoje uzasadnienie w historii. Europa zachodnia to kult wolności jednostki trwający znacznie dłużej niż w Polsce, Czechach czy na Słowacji.

 

Bezsprzecznie znaczenie odegrał czynnik czasowy, Włochy Hiszpania czy Francja jako destynacje turystyczne dla chińskiej klasy średniej działały pod presją zaskoczenia. To te kraje stały w Europie na pierwszej linii frontu w walce z koronawirusem. W przypadku Włoch znaczenie ma także fakt, że jest to jedne z najstarszych jeśli nie najstarsze społeczeństwo w Europie. Włochy przy skali epidemii jaka ją spotkała były jednak lepiej zaopatrzone w środki ochrony osobistej dla służby zdrowia niż Polska.


Przyjrzyjmy się naszym sąsiadom z dawnego bloku wschodniego oraz Polsce:

 

 

 

 

Stan na dzień 23 kwietnia 2020 r.


 

Polska ma najwyższy współczynnik umieralności wśród zakażonych. Z pewnością jest to miara funkcjonowania służby zdrowia (a także sposobu kwalifikacji zmarłych). Jak dokładnie wygląda w każdym kraju uznawanie, że osoby zmarły na COVID, a nie na choroby towarzyszące jest trudne do oceny – zarówno wytyczne jak i praktyka lekarska odgrywają rolę.

 

Przyjmując, że kryteria są podobne Polska ma najwyższą śmiertelność wśród osób zarażonych koronawirusem, co gorsza umieralność znacznie odbiega od pozostałych państw. To może świadczyć albo o jakości leczenia albo o niedoszacowaniu liczby zarażonych (mała liczba testów na milion mieszkańców) albo o obu przyczynach równocześnie.

 

Jakość leczenia może wynikać z dużego opóźnienia we wprowadzaniu uaktualnianych metod leczenia. Leczenie osoczem pojawiło się dopiero od 14 kwietnia 2020 r., pomimo że jest to standardowa procedura w przypadku epidemii patogenem, na który nie znaleziono skutecznych leków. O praktyce leczenia osoczem chorych na covid było wiadomo od miesięcy. Poza tym należy się zastanowić czy najwłaściwszym jest odwoływanie się do sumień ozdrowieńców, w sytuacji gdy osocze jest lekiem ratującym życie. Być może należałoby wprowadzić przymus oddawania osocza przez ozdrowieńców lub odpłatność za drogocenny lek. W przeciwnym przypadku łatwo o zarzuty, że rząd nie dba o ilość wyleczonych (i jakość leczenia), bo dla vip-ów osocza wystarczy.

 

Skuteczność działań polskiego rządu, a w szczególności ministerstwa zdrowia, w walce z epidemią SARS-CoV-2 i chorobą covid wypada bardzo źle w porównaniu do Słowacji, Czech i Litwy, a to są kraje do których możemy się bezpośrednio odwoływać z uwagi na geografię i historię.


 

 

 

Polacy są zarażani tam gdzie powinni się leczyć

 

 

Polacy znając doświadczenia Włoch i Hiszpanii zachowali się odpowiedzialnie, co było widać po pustych ulicach i sklepach. Niestety zarażamy się tam gdzie powinniśmy być leczeni, w placówkach ochrony zdrowia i domach opieki społecznej. Sytuacja jest absurdalna, tam gdzie należy zachować najwyższe standardy z uwagi na osoby chore i w podeszłym wieku tam Polacy łapią wirusa.

Nieudolność zarządzania, przede wszystkim brak środków ochrony osobistej dla pracowników medycznych i ich podopiecznych powoduje, że mamy dramatycznie wysoką liczbę zarażeń w domach opieki społecznej i w szpitalach.

Poniżej statystyka z 8 kwietnia 2020 r., bo jedynie taką Główny Inspektorat Sanitarny (GIS) jest w stanie przedstawiać jako aktualną. Warto zadać pytanie GIS dlaczego nie mamy nowych statystyk, czyżby wyglądały jeszcze gorzej?

 

 


 

Źródło: https://gis.gov.pl/...


 

Ponad 30% zarażeń jest z kontaktu w szpitalu, a łącznie z DPS jest ponad 1/3 wszystkich zakażeń.

Bardzo wysoki jest także udział: „Przypadek z kwarantanny po powrocie z zagranicy”. Nawet uwzględniając, że osoby które przyjechały z zagranicy miały wielokrotnie większe prawdopodobieństwo zarażenia to jednak liczba takich osób wynosiła ok. 200 tys., jest to ok. 0,5% społeczeństwa. I te 0,5% odpowiada za 8,9% zarażeń. Nie można tego wykluczyć. Jednak należy postawić pytanie do GIS, czym tak naprawdę jest: „Przypadek z kwarantanny po powrocie z zagranicy”? Czy dotyczy tych co przyjechali czy także osób z którymi ci co przyjechali mieli kontakt już w Polsce (najczęściej rodzina)? Jeśli dotyczy także osób, które zaraziły się od powracających z zagranicy to mamy wynik bezmyślnej polityki rządu. Bezmyślność polegała na kwarantannie domowej, domownicy oraz odwiedzający osobę na kwarantannie byli narażeni na zarażenie koronawirusem. Pytaniem do GIS jest czy kompletny brak wyobraźni premiera Morawieckiego i ministra zdrowia Szumowskiego znajduje odzwierciedlenie w zarażonych „z kontaktu po powrocie z zagranicy” czy w transmisji poziomej?

Dziennikarze powinni zadać takie pytania do ministerstwa zdrowia i Głównego Inspektoratu Sanitarnego o dokładniejszą legendę do prezentowanych danych.

Rzeczywista odpowiedzialność za zwalczanie epidemii jest w rękach Polaków, którzy dzięki ograniczaniu kontaktów muszą się chronić przed zarażanymi w obiektach opieki medycznej. Sytuacja postawiona na głowie. Niech minister Łukasz Szumowski zamiast prezentacji na konferencjach prasowych zabierze się za zwalczanie rozprzestrzeniania się koronawirusa w obiektach, które są pod jego nadzorem.


 

covidwatch@interia.pl